Kilku analfabetów historycznych urządziło sobie przyjęcie na cześć Hitlera. W związku z tym w polskojęzycznych mediach podniósł się ogromny wrzask. Głos zabrali także najwyżsi przedstawiciele rządu, a dyżurne autorytety (od lewa do prawa) potępiły niecny postępek. Informacje o „polskich nazistach” pojawiły się również w zachodnich mediach. Przyznam, że jestem zaskoczony tak gwałtowną reakcją na to lokalne wydarzenie, które nie było przecież frekwencyjnym sukcesem. Na urodzinach Adolfa zabrakło ponadto przedstawicieli państwa, samorządu, patronatów medialnych itd. Po co więc ten cały szum?
Nie mam wątpliwości, że chodzi o bieżącą politykę. Środowiska liberalno-lewicowe „grzeją” temat, bo wpisuje się znakomicie w ich narrację o faszyzujących postawach wielu Polaków (np. w kontekście przyjęcia uchodźców). Ostrą krytykę słychać także ze strony polityków Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście jest to zrozumiałe. Należy bowiem przypomnieć, że partia rządząca przesunęła się ostatnio w stronę centrum. Przyjęcie na cześć Adolfa stało się zatem fajnym prezentem, bo posłuży jako instrument do pacyfikacji ruchów narodowych. Wszystko na prawo od PiS będzie odtąd kojarzone z „naziolami”. Stanie się więc nieatrakcyjne dla narodowo-niepodległościowego elektoratu PiS, który po rekonstrukcji rządu okazywał dość duże niezadowolenie, potencjalnie więc mógł odpłynąć.
Przykre w tym kontekście jest jednak to, że z równą determinacją nie stawia się pod pręgierzem innego totalitaryzmu, mowa o komunizmie. Na marszach „obrońców demokracji” obserwowałem historycznych analfabetów, eksponujących sierp i młot na ubraniach. W sklepach widywałem produkty, które promowały komunistycznych bandziorów. Opisywałem wielokrotnie samorządowców, którzy po dziś dzień chylą czoła przed sowieckim okupantem. Czytałem materiały medialne, w których znani politycy mawiali „jestem komunistą” (przy okazji pozdrawiam panie Aleksandrze). Czynili to jeszcze niedawno. Czy spotykali się z ostracyzmem w naszym regionie? Nie!
Ktoś mądry zauważył, że usłużność stwarza przyjaciół, prawda zaś rodzi nienawiść. Do tego bym dodał, że prawda winna być orężem, którym nie należy posługiwać się w imieniu ludu, bo to może rodzić rozgoryczenie. Masa w momencie próby „oblewa” bowiem egzamin. Dlatego prawdę należy stosować z pełną świadomością, że z konsekwencjami pozostaje się zazwyczaj samotnie. Warto przy tym pamiętać, że egzaltacja tłumu pojawia się nie tylko podczas obserwacji triumfalnego wjazdu oklaskiwanego, ale i w jego drodze na szafot.
Te słowa kieruje do ludzi, którzy od wielu lat kreują się na pełnych cnót, prawicowych, katolickich itd. Jednocześnie starają się zachować odpowiedni dystans, bo interesy, bo praca, bo rodzina, bo wynik wyborczy, bo... Dlatego stosują zasadę Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Dlatego w prywatnych rozmowach wielokrotnie słyszałem „podpuszczanie”. Dlatego słyszałem słowa „powinieneś, bo ten człowiek zachowywał się nieprzyzwoicie”. Dlatego nigdy nie usłyszałem słów „sam to zrobię”. Oczywiście znam mechanizmy funkcjonowania małych społeczności. Te zależności, przyjaźnie itd. Fuj!
Oczywiście ten kamyczek wrzucam nie tylko do prawicowego ogródka, bo tym z lewa także przypominam, że byli u mnie ze słowami typu „powinieneś, bo ten człowiek zachowywał się nieprzyzwoicie”. Przykładem sprawa TW "Łowczego", na którego ostrzyło sobie zęby jego własne środowisko. Mógłbym dalej ciągnąć ten wątek, czas jednak przejść do meritum.
Zwróciłem się do Ministra Spraw Wewnętrznych o zbadanie zasadności przyznania odznaczenia panu wójtowi Henrykowi Dobrosielskiemu. Przypominam, że włodarz Zakrzewa widnieje w katalogu IPN. W swoim piśmie zapytałem przedstawiciela „Dobrej Zmiany”, pana ministra Brudzińskiego, czy przed przyznaniem odznaczenia „Zasłużony dla policji” przeanalizowano zawartość teczek „uhonorowanego”. Chciałbym bowiem poznać mechanizmy podejmowania tego rodzaju decyzji oraz zdanie pana Brudzińskiego na ten temat. Chcę też sprawę w miarę możliwości odkręcić. Oczywiście nikt mnie nie podpuszcza, nie czynię tego również ze względów politycznych. Nie przyświeca mi także działanie pro publico bono. Postępuję tak, bo strasznie irytują mnie słowa Winston Churchilla. Powiedział kiedyś „czasami ludzie potkną się o prawdę, ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało". Irytacja jest tak mocna, ze przesłania widmo szafotu.
Na koniec moim znajomym ze środowisk narodowych, którzy organizują pomoc dla bezdomnych, pomagają samotnym matkom, organizują zbiórki dla Polaków na Wschodzie, dokarmiają zwierzęta w schroniskach, dbają o nagrobki Powstańców, opiekują się Kombatantami, organizują szereg imprez patriotycznych itd., pragnę zadedykować pieśń Jacka Kaczmarskiego Obława IV
"Po lasach jeszcze wciąż żyją wilki młode,
Porozpraszane przez bezrozumne salwy,
Silne i wściekłe, i strasznej zemsty głodne
I ja je kocham i tak mi bardzo żal ich."
Piotr Tomasz
emigrant, dziennikarz, historyk-regionalista
osoba represjonowana za poglądy polityczne w okresie rządów PO-PSL
ps. Ostatnio w produkcie medialnym Mariusza L. pojawił się pewien materiał z Okonka. W związku z powyższym informuję, że mój wykład o „Cezarze” został definitywnie odwołany.
Napisz komentarz
Komentarze